Skocz do zawartości
Shaman

Geneza [opowiadanie]

Rekomendowane odpowiedzi

(edytowane)

Się ma, napisałem opowiadanie.  W sumie moje pierwsze. Ciekaw jestem jak zostanie odebrane...

***


 

Gdy otworzył oczy, znajdował się przed swoim domem. W wyblakło-różowym blokowisku takich samych sześciennych brył gdzie okiem sięgnąć. Ale nie to było pierwszą rzeczą na jaką zwrócił uwagę. 
Kolory...
Wydawały się...nie, były dużo bardziej wyraźne, pełniejsze, jakby ostrzejsze. Ale nie tylko one. Wiatr szumiał głośniej, światło świeciło jaśniej, ale nie był to natłok bodźców. Wszystko było intensywniejsze, a jednocześnie bardziej łagodne. 
Był ciepły, letni dzień, na niebie przemykało tylko kilka ledwo widocznych chmur, a głęboka zieleń trawy przynosiła poczucie spokoju. Minął ławkę stojącą przy jego klatce, malowaną już tyle razy, że farba warstwa po warstwie odchodziła z niej całymi płatami. Jednak zawsze lubił na niej siadać, wyciągać się w ciepłych promieniach sączących się z bezkresnego błękitu nad nim, oddawać się przemyśleniom i fantazjom. Zrobił kilka kroków w kierunku placu zabaw nie mogąc nadziwić się temu jak inaczej wygląda wszystko dookoła.
Macie czasem wrażenie, że ktoś obserwuje was z ukrycia? Właśnie coś takiego pojawiło się pod jego skórą. Odczucie, że nie jest tu sam, że jeśli się rozejrzy, wyłapie w otoczeniu kogoś jeszcze. I tak było w istocie, bo niewiele dalej, po jego lewej stronie stała dziewczyna. Patrzyła prosto na niego, uśmiechając się, bardzo ciepło, w spojrzeniu mając coś na kształt troski wymieszanej z radością.
Nie mogąc się powstrzymać podszedł do niej. Coś w środku mówiło mu już jakiś czas temu, że to wszystko musi być snem, bo przecież nigdy nie widział świata w ten sposób. Nigdy nie czuł się tak jak teraz.
- "Kim jesteś?" - chciał już zapytać, ale ubiegła go wypowiadając niemożliwie długie słowo, o świszczącym, dziwnym brzmieniu, w języku, którego - był pewien, nie słyszał jeszcze nigdy i który niepodobny był nawet do żadnego innego, jaki kiedykolwiek poznał.
Odczekawszy chwilę, dodała:
- Właśnie ofiarowałam ci nad sobą niewyobrażalnie wielką władzę.
Co to oznaczało? Kim ona była? Pytał sam siebie podziwiając jej wygląd. Była starsza niż on. Miała może 12, a może 14 lat. Była piękna, tego był pewien, ale nie w sposób, jaki możliwy był do osiągnięcia tu, w rzeczywistości. W jej wyglądzie nie było najmniejszej asymetrii, żadnej niedoskonałości, nawet najmniejszego szczegółu nie na swoim miejscu. Była piękna doskonale, zbudowana z innej materii niż ja, obcej niedokładności. A wokół niej, światło stawało się bardziej intensywne. Nie oślepiające, ale pełne blasku. 
- Co tu robisz?
- Przyszłam do ciebie.
Zaczął, z typową dla prawie siedmiolatka, ciekawością. A ona odpowiadała mu z cierpliwością.
- Co ty tu robisz? - odpowiedziała.
- Właśnie mam prawie siedem lat i będę musiał iść do szkoły i się trochę boję i nie wiem jak tam jest. 
- Nie bój się, nie będzie tam niczego, czego byś nie przyjął. Nic z tego, czego się boisz.
- Ty wiesz jak tam będzie? - nie przerywał podążając za nią w kierunku swojej klatki schodowej.
On pytał, a ona odpowiadała,  rzadka sama zadając pytania. Rozmawiali o wszystkim, bo i wszystko go interesowało. A rozmówczyni, wydawała się po prostu niesamowita. Usiedli na ławce, tej, którą lubił najbardziej i rozmawialiby tak pewnie jeszcze długo, gdyby nie wychwycił czegoś, na granicy świadomości, co grało fałszywy ton, jak zadra w płycie winylowej. I wtedy zrozumiał. Ona mówiąc... nie poruszała ustami. 
Wiedząc to spojrzał na nią i zobaczył, że wiedziała. Dokładnie w momencie w którym on zdał sobie z tego sprawę. Uśmiechnęła się ciepło...
- Czy to, to, jest telepatia?
- Nie, ale można powiedzieć, że jest to coś podobnego.
- Czy ja też tak mogę? - zapytał głośno, zaglądając jej w oczy i te oczy wydały się wciągać go w siebie w momencie, gdy ona odpowiedziała:
- Tak. - i głos ten wypełnił go uczuciem, jakiego nie sposób opisać. Pewność bezpieczeństwa, odczucie spokoju i ulgi, głębokiego zrozumienia i tysięcy niezauważalnych praktycznie szczegółów, których nie sposób wychwycić nawet najsprawniejszym okiem. To wszystko i więcej. Każdą jej myśl, każde uczucie, każdą intencję, obawę i wszystko to, czego istnieniu na co dzień nie mamy pojęcia, a co buduje naszą świadomość, podświadomość i nieświadomość. Jakby jednocześnie był sobą i jej jaźnią.
I wtedy zaczęła do niego ... mówić. Nie poprzez słowa, a poprzez...obrazy i wszystko co się z nimi wiązało, całą gamą barw i kształtów ... odczuć. 
- Znam Cię. - powiedziała i zobaczył siebie obserwowanego z oddali, na placu zabaw, na podwórku, grającego w piłkę. A we wszystkim tym była jakby... tęsknota.
- Obserwuję cię od bardzo dawna. - a słowo bardzo, gdy spróbował "poczuć" jak długi okres oznacza, nie potrafił sobie tego wyobrazić. Odpowiedź tam była, ale jego umysł nie była w stanie tego objąć, podrzucając coraz to nowe obrazy.
- Tak naprawdę nie jesteśmy pod twoim blokiem. To wszystko sen, bo to jedyny sposób, w jaki mogłabym się z tobą kontaktować. Ludzkie umysły nie są w stanie pojąć istot takich jak my. To co widzisz, to też nie jestem ja, to tylko sposób w jaki Twój umysł ubiera w obraz coś, czego nie jest w stanie zrozumieć.
- A jak wyglądasz naprawdę? - zapytał.
- Nasza dusza jest większa od ludzkiej. Gdybym Ci pokazała swój prawdziwy wygląd, twój umysł pękłby jak zapałka.
- To... - pomyślał - Mogłabyś pokazać mi tylko taki kawałek, który zobaczy i nie pęknie?
Odpowiedziało mu tylko uczucie rozbawienia i odrobiny satysfakcji. I obraz tak rozległy i złożony, że niemożliwy do opisania. Jakby nagle zobaczyć całe tysiące układów planet, połączonych w jedną strukturę i widzianych nie tylko jako powierzchnię odbitymi promieniami światła, ale i przez, do wnętrza i na wszystkich poziomach złożoności i różnorodności po drodze.
- Oou. - skomentował tylko, a w jego umyśle pojawiło się wyobrażenie maleńkiej części przeogromnej całości.
- Skup się teraz. To, że jestem tutaj teraz, nie jest przypadkiem. Ten moment jest doskonały, bo masz dokładnie 6 i pół roku, a właśnie ten wiek umożliwia przyjęcie największej ilości informacji, przy jednoczesnym zrozumieniu. Jestem aniołem. - a jego umysł stworzył anielicę, o białych skrzydłach jakby z gęstej mgły, sunącą w blasku po niebie.
- I ty też nim kiedyś byłeś. - To zaskoczyło go, bo jednocześnie z tą informacją, przyszły wizje, jakby wspomnienia widziane z trzeciej osoby. On, jako anioł. Silny, niezwykle doświadczony przez istnienie, jednak traktujący to jako element siebie, coś oczywistego, nie negatywnego. Dzierżący ognisty miecz, anioł o wielu skrzydłach. Zobaczył niebo, to jak wygląda, ogromny obłok w centrum bezkresu błękitu gdzie nie spojrzysz z którego emanowała... światłość. Jej esencja. Bóg. Siła do życia, do istnienia, najważniejszy punkt we wszystkim co istnieje. Obok niego Aniołowie przyboczni. Wcale nie silni. Posiadający ogromną moc i władzę nad wieloma domenami, jednak słabi, bez bezpośredniej bliskości swojego stwórcy.
- Nie tak mierzy się siłę w niebie. - powiedziała. - Nauczono cię, że ci najbliżej boga są najsilniejsi. Ale nie jest tak. Siłę anioła mierzy się w czasie, jaki jest w stanie spędzić z dala od jego światłości. Jak długo jest w stanie wytrzymać zanim zmarnieje, osłabnie. Ci tutaj, nie mogą odstąpić go nawet o krok. Ty byłeś inny. - i pokazała mu granice "królestwa", miejsca zbudowanego z błękitu i obłoków, do którego nie miał wstępu nikt, prócz aniołów i Boga. Nie było w nim nawet ludzi, co również go zaskoczyło. 
- Badałeś te obłoki. Nie są one nimi, tak samo, jak Twoje skrzydła nie mają piór. To wyobrażenia. Obłoki były jak portale. Jedne umożliwiały wyjście z nich w innym miejscu, inne pozwalały w to samo miejsce później wrócić, jedne dawały jasny obraz dokąd prowadzą, inne były niewiadomą, odkrywalną dopiero po ich przekroczeniu. Te na zewnątrz były potrzebne, mapowałeś je. Ale to nie było bezpieczne miejsce. Bóg od zawsze był nieskończenie samotny. Jest jedyny w swoim rodzaju. Nie ma nic takiego jak on. Od początku istnienia próbuje stworzyć kogoś takiego jak on. Od początku bez powodzenia. A eksperymentował niezliczoną ilość razy i wszystkie te odrzucone eksperymenty, obiekty, które nie spełniły jego pragnienia były tam, na granicy. Wygnane na zawsze do jego uwagi. Oszalałe na punkcie odzyskania jej, tak bardzo zdesperowane, że gotowe zniszczyć wszystko poza nimi i Bogiem, by w końcu zmuszony był skupić się znów na nich. Dlatego ofiarowano Ci miecz, unikat w skali niebios. Siłę i moc by się z nimi mierzyć. To był pierwszy raz, gdy spotkałeś jednego. Wyszedłeś koło kolejnego obłoku, zapisałeś dokąd on prowadził i gdzie go znalazłeś, gdy poczułeś, że coś jest nie tak. Wokół odczuć się dało obcą obecność, obcą w sposób, jakiego nigdy do tej pory nie doświadczyłeś. Przerażająco silną istotę, kaleką bestię o sześciu skrzydłach, głowie gryfa, pazurach lwa na czterech potężnych łapach. Walczyliście długo i długo nie dało się odgadnąć kto zwycięży, gdy w jednej chwili zdobyłeś przewagę. Wygrałeś. Ogniste ostrze zatopiło się w jego piersi. W ostatnim tchnieniu wydał z siebie ryk pełny rozpaczy i buntu, braku zgody na przemijanie. Przynajmniej tak wtedy to odebrałeś, ale chwilę później, poraniony i osłabiony, poczułeś jak otaczająca cię rzeczywistość dosłownie gęstnieje, gdy zaczęły zbliżać się do ciebie dwie, niemożliwie potężne obecności. Tylko ich aura, póki co, ale to z każdą sekundą zaczynało się zmieniać. Nie miałeś wyboru, musiałeś uciec, by istnieć dalej, nie pokonałbyś ich w takim stanie. Ruszyłeś więc do pierwszego obłoku, jaki był obok. Był jednostronny i bez informacji dokąd prowadzi. Z ostatnim spojrzeniem na wszechświat za tobą, wszedłeś w niego, pojawiając się w miejscu, jakiego się nie spodziewałeś. To jakby najwyższa, ogromna komnata niesamowicie wysokiej wieży. Żadnych obłoków, żadnych też drzwi, z jednym tylko oknem, wychodzącym na bezkres szarych chmur, spod którego widać nie było nic aż po horyzont. A wewnątrz dziesiątki regałów, ław, zapełnionych jedna obok drugiej - książkami. Były ich tu tysiące. Na środku jednak, na przeciwko okna, stał złoty piedestał, na którym  leżała jedna, oprawiona w złoto księga. Nie było wyjścia, ale nie było też niebezpieczeństwa. Zdecydowałeś więc, że wykorzystasz czas, by odzyskać siły, uleczyć rany, wrócić do bycia sobą. Przeglądałeś pozycje na półkach, a była tam cała dostępna i niedostępna wiedza świata. Nie wiesz jak długo tam trwałeś, ale gdy przeczytałeś wszystkie księgi i odzyskałeś siły, pozostała tylko ta w złocie. Otwierając ją zrozumiałeś wszystko. Tę bestię, cel jej obecności w tym dokładnie miejscu. To nie był przypadkowy byt, to był strażnik tego miejsca, a ty byłeś jedyną istotą w całym niebie, która mogła go pokonać. Nikt nie miał nigdy znaleźć tej sali. W księdze opisany został sposób Boga na stworzenie ... człowieka. Jeden z projektów Boga. Zamknięty układ z którego nikt z ziemi nie mógł tego układu opuścić. Świat z zaprogramowanym samodoskonaleniem w nieskończoność. Projekt który miał się docelowo stać Bogiem, ale jeden błąd nigdy na to nie pozwoli. W układzie zamkniętym nie ma miejsca na doskonałość. Stosunek dobra do zła, złożoności do prostoty, jest zawsze taki sam. 
Tajemnica, której nikt nie miał poznać...
"Nie powinno cię tu być." - pomyślałeś i czując, że odzyskałeś siły, wychyliłeś się poza okno, jedyne przejście do innej przestrzeni i poszybowałeś w dół.
- Początkowo opadałeś przechodząc przez ten bezkres chmur łagodnie, jednak w pewnym momencie zrozumiałeś, że coś się nie zgadza. Schodziłeś za szybko. Uderzyłeś więc skrzydłami, by trochę się wzbić, jednak... mimo, że prawie zbliżałeś się do zatrzymania się w miejscu, za każdym razem, niezależnie jak mocno próbowałeś, cały czas nieustępliwa, stała siła ściągała cię ze sobą w dół. Niepowstrzymana jak horyzont zdarzeń czarnych dziur. Walka była na nic. Po jakimś czasie chmury rozstąpiły się, a pod nimi zobaczyłeś... planetę. Ziemię. Odległą jeszcze i zrozumiałeś, że jest to cel. Zamiast walczyć, poddałeś się tej sile, mogą teraz przynajmniej obrać kierunek. A było co wybrać, bo spadając, dusza musi wybrać naczynie w jakie zostanie przelana. Nie można istnieć w rzeczywistości i jednocześnie nie mieć materialnego naczynia w którym osiądzie dusza. To groziło unicestwieniem. Jednak żadne naczynie nie było wystarczająco pojemne by pomieścić duszę anioła. Żadne stworzenie tego świata, aż... natrafiłeś na ludzi. Ich naczynia były ogromne, jednak nie pozwalały na zabranie wszystkiego. Tylko podstawy istnienia. Nawet... nawet nie wspomnień. Żadnych cech anielskich. Wybrałeś więc jedno życie właśnie napoczynające się między dwojgiem z nich, jako drugi, jako brat bliźniak. Urodziłeś się, jednak zupełnie inny niż twój brat. Bardzo szybko zyskałeś świadomość siebie i tego kim jesteś. Czekałeś na śmierć ciała, żyjąc jak człowiek, a gdy dusza odłączyła się od niego i zespoliła z resztą, która została z tyłu, poleciałeś z dala do tej planety. Z powrotem do Boga. Jednak zdziwiłeś się, gdy w jednej sekundzie leciałeś, a w drugiej byłeś łapany przez barierę, która cię hamowała i odbijała znów na planetę. Jakby nie wolno było jej opuścić. Nikomu. Kolejne życie, kolejne wspomnienia. - gdy widział każde z tych żyć, nie tylko je oglądał. Przeżywał je na nowo, dzień po dniu, sekunda po sekundzie. Było ich tak wiele. W jednych spotykał istoty takie jak on. "Upadłe". Każda skupiona na innej domenie. Chciwi, żądni władzy, żądni podziwiania, uwielbiania. Niektórzy oszalali, inni jakby oszołomieni przez materię. Rozpoznawali cię, a ty rozpoznawałeś ich. Nie wchodząc sobie nawzajem w drogę. Widok ciebie, wzbudzał w nich gorzki posmak utraconej wielkości. Nie chcieli cię blisko siebie. Jak i ty ich. Nie chcieli wrócić. 
I tak to trwało, narodziny i śmierć, za każdym razem coś innego, za każdym razem to samo. Aż w pewnym momencie zacząłeś zatracać wspomnienie siebie. Z każdym kolejnym coraz bardziej, do momentu w którym zapomniałeś kim byłeś wcześniej. Stałeś się kolejny, jednym z nich.
Tu zatrzymała.
- Nie mogłam Cię takim pozostawić. Dlatego pojawiłam się tutaj. Przyszłam do ciebie we śnie, by ci przypomnieć i nie tylko. Chciałam ci coś dać, ale zanim to nastąpi musisz podjąć wybór. Zastanów się dobrze, bo to będzie trudna decyzja i nie będzie od niej odwrotu. Co więcej, to twoja ostatnia szansa, jeśli tym razem Ci się nie uda, zapomnisz znów, na zawsze. - podkreśliła.
- Mogę pokazać ci sposób, w jaki da się opuścić to miejsce. Przejść przez tę niewidzialną barierę. - w tym momencie, zobaczył unoszącą się w powietrzu kartę ze złota, z wystającymi z niej wypukłymi napisami. - To jest karta życia. Posiada ją każda żywa istota. Zapisane w niej jest twoje życie, a dokładniej stosunek dobrych do złych chwil, goryczy do słodkości itd. Jest w niej zapisane wszystko. Ludzie nie mogą jej zmienić, nie wiedzą nawet, że istnieje, choć niejednokrotnie już z niej czytali. Ja mogę zmienić ją dla ciebie na dwa sposoby. Pierwszy oznaczał będzie wybranie trudnej drogi. Ale jedynej umożliwiającej uwolnienie się stąd. Jesteś gotów odrzucić wszystko, cały ten świat, najmniejszą jego drobinę, najbardziej niezauważalne wspomnienie? Tylko to pozwala przejść. Ta bariera blokuje wszystko co pochodzi stąd. W tym też wspomnienia tego miejsca.
- Mogę teraz zmienić twoją kartę życia tak, że każde Twoje wcielenie, od teraz będzie dobre. Pełne sukcesów, zrozumienia, szczęścia, miłości, dobra. Już nigdy nie zaznasz tego co złe. Albo mogę zmienić ją, w inny sposób. Jeśli wybierzesz, że chcesz spróbować się stąd wyrwać - sprawię, że nigdy nie będziesz się mógł w tym życiu do niczego przywiązać. Nic co zdobędziesz nie będzie na zawsze, jak tylko zacznie cię coś cieszyć - stracisz to. Nic co mogłoby zostawić w twojej pamięci czas. Dzięki temu będzie ci łatwiej gdy dusza oddzieli się od ciała. Wtedy musisz wyprzeć się wszystkiego co pochodzi stąd, wszystkich wspomnień, wszystkich doznań, doświadczeń. A gdy już to zrobisz - zawołać do niego. Z całych sił. Usłyszy cię. Przyjdzie, weźmie cię w dłoń jak zgubionego przyjaciela i zabierze ze sobą. 
- Wybieram spróbować. - odpowiedział po praktycznie żadnym namyśle.
- Dobrze więc. Chciałabym coś ci podarować. Wybierz 3 zdolności, coś co bardzo chciałbyś potrafić robić.
- Leczyć ludzi, - pomyślał o całym cierpieniu jakie dotychczas widział - umieć dostrzegać duszę innych, tak jak twoją i - zatrzymał się, myśląc - chciałbym znać przyszłość.
- Dobrze, te trzy dary otrzymasz w tym życiu. Od siebie ofiaruję ci czwarty. - i pokazała mu aureolę.
- Co ? - zdziwił się.
- To nie jest świecące kółko nad czyjąś głową, to część duszy anioła, która pozwala mu wykorzystywać umiejętności jakie dał mu Bóg. Tylko twój umysł obrazuje to w ten sposób. Kartę życia zmieniłam tak, że jeśli ci się nie uda, wszystkie twoje następne życia będą dobre. Chciałabym, żebyś to wiedział.
- Dziękuję. - odpowiedział.
- Pokażę ci teraz wszystkie życia, jakie kiedykolwiek tu przeżyłeś. - I zaczęła. A każde wcielenie przeżywał w całości, od dnia narodzin, do śmierci i tak w kółko. A wcieleń było jak kartek w niesamowicie grubej książce. A ich ilość odpowiadała nieustającemu przerzucaniu opadających spod palców stron. Jedna za drugą, jedna za drugą, z głośnym szelestem. I nagle coś się zmieniło.Nie obrazy, a jakby sama ich natura. Mechanika świata. Jego architektonika. Coś elementarnego. Zauważyła, że zauważył i bez ostrzeżenia przerwała kontakt między nimi. Dopiero teraz zrozumiał znaczenie zapisanego w słowach "pomieszania ludziom języków". Jeśli Bóg im to odebrał, to zabrał im dużo więcej niż samą możliwość komunikowania się. Jak kaleki był to sposób porozumiewania. Słowa...
- Wybacz, o czymś ci nie powiedziałam. - wydała z siebie poważnie - Nie powinno mnie tu być, sama moja obecność jest złamaniem jednego z czterech boskich praw, których nikomu nie wolno łamać. Nie wolno nam ingerować w ten świat. - Gdy to mówiła, miał wrażenie, jakby wciąż stała w tym samym miejscu, a jednak była też gdzieś wciągana, bardzo powoli.
- Zrobiłam coś niewybaczalnego, ale nie mogła pozwolić byś tu został. Pamiętaj, w tym życiu postaraj się znaleźć jak najwięcej osób takich jak ty. I powiedz im to wszystko co ja tobie powiedziałam. Za to co zrobiłam czeka mnie niewyobrażalna dla ciebie kara. Nigdy więcej się już nie zobaczymy. Zapomnisz ten sen... Ale przypomnisz sobie go we właściwym momencie. Żegnaj.


Obudził się gwałtownie, od razu siadając, z dziwnym uczuciem w środku, jakby zdarzyło się coś ważnego i dużego, ale nie mógł przypomnieć sobie co...
Z drugiej strony pokoju usłyszał oburzony głos - Wszystko ok? - to był jego brat - Czemu płaczesz?
Tego się nie spodziewał. 
- Ja? - i dotknął dłonią swojej twarzy. Była cała mokra od łez.
-N...n..nie w..wiem. - odpowiedział zmieszany. Nie pamiętał...


                                                                                                                         *                                                                      *                                                                              *

 

 

Ciekawy sen prawda? Rzadko się takie śnią, jeszcze rzadziej się je pamięta.  Ja zapamiętałem. Teraz przekazuję go Tobie. Nigdy nie wiadomo co w nas drzemie... Powodzenia, przyjacielu.




KONIEC

Edytowane przez Shaman
  • Haha 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.



×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie